Please help support my son Victor

  • I
41 donors
0% complete

£2,180 raised of 

Please help support my son Victor

Donation protected


Update 1:
You are wonderful! I never would have thought that such a large amount could be raised in just a few days! Thank you so much for your trust, for every donation, and for sharing the link! Even the smallest contribution will help improve my son's quality of life.
This means even more because, unfortunately, Victor’s condition has recently taken a turn for the worse. He was making progress, especially with the series of electroconvulsive therapy (ECT) treatments he had. Both the doctors and I thought he would soon be ready to be moved to a different ward. However, likely due to boredom, a lack of activities on the ward, and the noise from new patients, Victor is simply feeling worse again.
Your support drives me to act even faster. As soon as I have access to the funds, I will purchase the items I’ve picked out for the hospital. With this amount, I can also look further into the future—I was thinking that once Victor feels better, I’ll buy him an e-reader, as he absolutely loves to read.
Thank you once again, and please keep sharing the link with your friends.
God bless you!


My name is Monika, and I am writing this as a single mother who urgently needs help supporting my wonderful 21-year-old son, Victor.
For most of his life, Victor has been my pride and joy—a brilliant, kind-hearted young man who saw the world through the lens of technology and nature. He didn't just want a job in IT; he dreamed of using his talents to "do something good for the world." He was so gifted that he received an unconditional offer from a university in Cornwall. We were so happy and proud.
We thought he was beginning the first chapter of his great contribution to society. Instead, that chapter turned into a nightmare. While at university, Victor suffered a devastating mental health breakdown. It was the kind of crisis no parent is ever prepared for. He was hospitalised in Cornwall and later transferred to a hospital here to London.
But the struggle didn't stop with his mental health. In a cruel twist of fate, Victor suffered from catatonia—a state where he often became unresponsive and his muscles "froze”. He also started to have a side effect from the medication he was taking- just before leaving the hospital, his jaw became stiff. It was heartbreaking to watch; to eat a simple meal, he or I had to physically press his jaw with our hands just so he could chew.
After a few months, this condition changed into cervical dystonia—a condition that leaves his head tilted to one side often with a painful neck. He became unable to cross the road safely or look anyone in the eye because he had to use his hand to hold up his head. This physical limitation became a prison within a prison. Victor stopped socialising. He stopped attending the clubs he loved, the cognitive and art therapies and the activities that were helping him heal. The embarrassment, the physical pain, and the inability to study or work led him into a deep depression. In his despair, he began to harm himself, leading to his current admission to a Psychiatric Intensive Care Unit (PICU).
Victor has now been in the hospital for three months, spending Christmas and New Year behind locked doors. This was even more upsetting as this is such an important time for our small family. In that ward for his own safety, his life has been stripped back to the bare minimum. He is not allowed personal items in his room. He has no phone to text friends or devices to engage with the technology he loves. He is only allowed wireless headphones under strict supervision, and in moments of deep distress, he has already broken two pairs. Visits to the hospital garden are rare, and even then, it is only grass surrounded by walls. Nearly everything he once owned—his bag, wallet, cards, Nintendo Switch and tablet—was lost or destroyed during the height of his crisis. Luckily, someone found his phone, though the screen is shattered.

I am Polish, but Victor was born and raised here in London. I have been a single mother since he was five, raising him to be bilingual and a kind, nature-loving person he is today. I have always worked, especially as a Teaching Assistant for eight years and more recently as a self-employed babysitter and nanny. However, I had to stop working months ago to care for my own son—to attend every medical meeting, take him to therapies, and provide the constant emotional support he needs.
Despite the intensity of his needs, I have been told I am not eligible for Carer's Allowance. I am not working yet but anyway I am busy, currently navigating three different therapies myself just to stay strong enough to support my son. I am also taking medication to cope with this incredibly difficult time. I am also attending all medical and carers’ meetings, I have phone calls with professionals and in general I am learning how to care for Victor.
Financially, I am struggling. I must constantly buy essentials for the hospital—clothes and shoes that are frequently lost or worn out. I am desperately searching for hospital-safe sensory toys that meet PICU safety standards so Victor can occupy his mind, but suitable items are difficult to find so many I bought are not good for him right now. Also I always bring him snacks and often home-cooked meals which I know he likes.
I am asking for your kindness to help me provide Victor with dignity and a path back to the joyful young man he used to be. Your donations will help me:
• Provide Essentials: maintain a steady supply of clothing and hospital-safe items.
• Restore His Identity: repair his phone and eventually replace the IT equipment (headphones, tablet)he needs to return to his studies upon discharge.
• Safety Tools: purchase specialised, safe sensory items to help manage his anxiety.
• Rebuild a Future: replace his lost bag, leather wallet(a gift unfortunately)and personal items (well, cards have gone forever) so he has something to step into when he finally leaves the hospital.
If you could spare £5–£10, it would be a lifeline. It tells me I am not alone in this fight, and it tells Victor that the world is still a place worth "doing good" in.
Thank you from the bottom of my heart, for your time and for your kindness.

With gratitude
Monika


TŁUMACZENIE NA POLSKI:

Aktualizacja 1:
Jesteście kochani! Nigdy bym nie przypuszczała, że już w parę dni uda się zebrać tak dużą kwotę! Ogromnie dziękuję za zaufanie, za każdą wpłatę i za przesyłanie innym linku do zbiórki! Nawet najdrobniejsze wsparcie przyczyni się do poprawy jakości życia mojego syna.
Tym bardziej że, niestety, ostatnio stan Victora się pogorszył. Robił progres, szczególnie po serii elektrowstrząsów (ECT). Zarówno lekarze, jak i ja, myśleliśmy, że niedługo będzie gotowy na przeniesienie na inny oddział. Jednak prawdopodobnie przez nudę, brak zajęć na oddziale, a także hałas powodowany przez nowych pacjentów, Victor poczuł się gorzej.
Wasze wsparcie napędza mnie do jeszcze szybszego działania. Jak tylko będę miała dostęp do funduszy, zakupię do szpitala rzeczy, które już upatrzyłam. Dzięki zebranej kwocie mogę śmielej wybiec w przyszłość – pomyślałam, że gdy stan Victora się poprawi, kupię mu e-reader, bo syn kocha czytać.
Jeszcze raz bardzo dziękuję i nadal proszę o udostępnianie linku znajomym.
Niech Bóg Was błogosławi!


Nasza historia:
Mam na imię Monika i piszę do Państwa jako samotna matka, która pilnie potrzebuje pomocy we wsparciu mojego wspaniałego, 21-letniego syna, Victora.
Przez większość życia Victor był moją dumą i radością — błyskotliwym, o dobrym sercu młodym człowiekiem, który patrzył na świat przez pryzmat technologii i natury. Nie chciał po prostu „mieć pracy” w IT; marzył o wykorzystaniu swoich talentów, by „zrobić coś dobrego dla świata”. Był tak zdolny, że otrzymał bezwarunkową ofertę studiów na uniwersytecie w Kornwalii. Byliśmy tacy szczęśliwi i dumni.
Myśleliśmy, że to początek jego wielkiego wkładu w społeczeństwo. Zamiast tego, ten rozdział zamienił się w koszmar. Podczas studiów Victor przeszedł druzgocące załamanie psychiczne. To rodzaj kryzysu, na który żaden rodzic nie jest przygotowany. Był hospitalizowany w Kornwalii, a później przewieziony tutaj do szpitala w Londynie.
Jednak walka nie skończyła się na zdrowiu psychicznym. Okrutnym zrządzeniem losu Victor doznał katatonii — stanu, w którym często nie reagował, a jego mięśnie stawały się „zamrożone”. Zaczął mieć również skutek uboczny leku, który przyjmował- tuż przed opuszczeniem szpitala u Victora pojawiła się sztywność szczęki. Serce pękało, gdy się na to patrzyło — aby mógł zjeść prosty posiłek, on lub ja musieliśmy fizycznie naciskać jego szczękę dłońmi, żeby mógł przeżuwać.
Po kilku miesiącach ta dolegliwość przemieniła się w dystonię szyjną — schorzenie, które sprawia, że jego głowa jest stale przechylona na jedną stronę i często ma bolesną szyję. Nie mógł bezpiecznie przejść przez ulicę ani patrzeć nikomu w oczy, ponieważ musiał podtrzymywać głowę ręką. To fizyczne ograniczenie stało się więzieniem w więzieniu. Victor przestał się spotykać z ludźmi. Zrezygnował z zajęć, które kochał, z terapii poznawczych i artystycznych oraz aktywności, które pomagały mu w zdrowieniu. Wstyd, ból fizyczny i brak możliwości nauki czy pracy doprowadziły go do głębokiej depresji. W rozpaczy zaczął sobie robić krzywdę, co doprowadziło do jego obecnego pobytu na Oddziale Intensywnej Opieki Psychiatrycznej (PICU).
Victor przebywa w szpitalu już od trzech miesięcy. Boże Narodzenie i Nowy Rok spędził za zamkniętymi drzwiami, co było dla mnie tym bardziej bolesne, gdyż jest to ważny czas dla naszej małej rodziny. Na tym oddziale dla własnego bezpieczeństwa, jego życie zostało ograniczone do absolutnego minimum. Nie wolno mu mieć w pokoju żadnych osobistych rzeczy. Nie ma telefonu, by pisać do przyjaciół, ani żadnych urządzeń, by zajmować się technologią, którą kocha. Może korzystać z bezprzewodowych słuchawek tylko pod ścisłym nadzorem, a w chwilach największego niepokoju zdążył już zniszczyć dwie pary. Wyjścia do szpitalnego ogrodu zdarzają się rzadko — a i tak jest tam tylko trawa otoczona murami. Prawie wszystko, co posiadał — torba, portfel, karty, konsola Nintendo Switch i tablet — zostało zgubione lub zniszczone w szczytowych momentach kryzysu. Na szczęście ktoś znalazł jego telefon, choć ekran jest całkowicie rozbity.

Jestem Polką, ale Victor urodził się i wychował tutaj, w Londynie. Jestem samotną matką, odkąd skończył pięć lat. Wychowałam go na dwujęzyczną, serdeczną i kochającą naturę osobę. Zawsze pracowałam, przez 8 lat jako asystentka nauczyciela, a ostatnio jako opiekunka do dzieci. Musiałam jednak przerwać pracę kilka miesięcy temu, by móc opiekować się własnym synem — uczestniczyć w każdym spotkaniu lekarskim, dowozić go na terapie i zapewniać mu stałe wsparcie emocjonalne.
Mimo tak ogromnych potrzeb powiedziano mi, że nie kwalifikuję się do zasiłku dla opiekunów (Carer’s Allowance). Nie pracuję jeszcze, ale i tak jestem zajęta -korzystam obecnie z trzech różnych form terapii, by mieć siłę wspierać syna. Przyjmuję też leki, by przetrwać ten trudny czas. Uczęszczam też na wszystkie spotkania medyczne i dla opiekunów. Mam rozmowy telefoniczne z profesjonalnymi i ogólnie uczę się jak się zajmować synem.
Finansowo nie daję sobie teraz rady. Muszę stale kupować niezbędne rzeczy do szpitala — ubrania i obuwie, które w warunkach szpitalnych często giną lub niszczeją. Rozpaczliwie szukam bezpiecznych zabawek sensorycznych, które spełniają standardy oddziału PICU, aby Victor miał czym zająć ręce i umysł. Niestety wiele, które kupiłam nie są teraz odpowiednie dla niego. Zawsze też przynoszę mu przekąski i często domowe posiłki, które wiem, że lubi.
Zwracam się do ludzi dobrej woli z prośbą o pomoc w przywróceniu Victorowi godności i drogi do bycia radosnym młodym człowiekiem, jakim był. Państwa darowizny pomogą mi:
• Zapewnić podstawowe potrzeby: utrzymać stałe zaopatrzenie w odzież i przedmioty bezpieczne w warunkach szpitalnych.
• Przywrócić mu tożsamość: naprawić ekran telefonu i ewentualnie odkupić sprzęt (słuchawki i tablet), aby mógł wrócić do nauki po wyjściu ze szpitala.
• Zapewnić przedmioty bezpieczeństwa: zakupić specjalistyczne przedmioty sensoryczne pomagające opanować rozdrażnienie
• Odbudować przyszłość: odkupić zgubioną torbę, skórzany portfel(który był przezentem niestety) i rzeczy osobiste(cóż karty przepadły na zawsze) by miał z czym wrócić do normalnego życia.
Jeśli mogą Państwo ofiarować chociaż 5–10 funtów, będzie to dla nas koło ratunkowe. To dla mnie znak, że nie jestem sama w tej walce, a dla Victora dowód, że świat wciąż jest miejscem, w którym warto „czynić dobro”.
Dziękuję z całego serca za przeczytanie naszej historii i za każde wsparcie.
Z wdzięcznością,
Monika

Organizer

Monika Morawska
Organizer
England
  • Family
  • Donation protected

Your easy, powerful, and trusted home for help

  • Easy

    Donate quickly and easily

  • Powerful

    Send help right to the people and causes you care about

  • Trusted

    Your donation is protected by the GoFundMe Giving Guarantee